Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Moje motto

Trochę czasu mi zajęło znalezienie motta, które pasowałoby do mojego charakteru, oraz które sprawdzałoby się w moim życiu codziennym. Musiałem szukać, gdyż nie miałem swojego jedynego, stałego motta, które przychodziłoby mi na myśl w ciężkich sytuacjach. Po zastanowieniu się wybór padł na: „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”. Gdy dokładnie je sobie przemyślałem, stwierdziłem, że bardzo do mnie pasuje, ale niestety przychodzi mi zawsze na myśl na końcu; wtedy, kiedy jest już za późno.
Przykładem niech będzie szkolny sprawdzian. Zostało dziesięć minut do końca lekcji, a ja nie mam zrobionych jeszcze sześciu zadań. Co prawda są to zadania zamknięte (A, B, C, D), ale są dwie różne grupy. Ja mam grupę A, a mój kolega z ławki ma grupę B. I co tu zrobić? Jedynym wyjściem jest pomoc kolegi, który zresztą mi pomaga. Jednak według mnie jego pomoc nie jest w stylu: „pomogę ci bo wiem, że tego nie umiesz i chcę, żebyś miał to dobrze”, a raczej bardziej: „pomogę ci bo chcę żebyś przestał gadać mi do ucha i żebym mógł dokończyć robić swoje zadanie”. Najczęściej tym zadaniem jest zadanie dodatkowe. Przeważnie osoba, z którą siedzę na sprawdzianie jest osobą bardzo ambitną i gdy nie ma zrobionego zadania dodatkowego jest wściekła. No, ale wracając do pomocy na sprawdzianie to po nim jestem zadowolony z pomocy kolegi i wydaje mi się że zadania, w których mi pomógł są dobrze zrobione. Nastrój zmienia mi się wraz z oddaniem sprawdzianu przez nauczycielkę. Gdy widzę nie zadawalającą mnie ocenę popadam w lekkie zdenerwowanie. I wtedy właśnie przychodzi mi na myśl powiedzenie: „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”. Zawsze po niepowodzeniu przyrzekam sobie że będę polegał tylko i wyłącznie na sobie. Niestety moje postanowienie przestaje obowiązywać wraz z pisaniem nowego sprawdzianu. Cały ten stres wpływa na to, że łatwiej jest mi poprosić o pomoc kolegę, niż samemu wytężyć umysł.
Drugim, a zarazem ostatnim przykładem może być zachowanie się kolegi w sprawie prośby z mojej strony o załatwienie czegoś istotnego; czy to do szkoły, czy w innym celu, zawsze kończy się tak samo. Mogę przytoczyć tu sytuację sprzed tygodnia, kiedy poprosiłem kolegę o wydrukowanie dla mnie kilku obrazów na plastykę.
Powiedział, że nie będzie to dla niego wielki problem i że gdybym jeszcze kiedyś czegoś potrzebował to mogę na nim polegać. Zadowolony i bez powodów do obaw przed następną lekcją plastyki poszedłem do domu. Przez następny tydzień w ogóle nie myślałem o tej sprawie, gdyż uważałem, że wszystko mam załatwione. Jednak rozczarowanie przyszło wraz z dniem, w którym miałem plastykę. Pierwsze co zrobiłem po przyjściu do szkoły to zapytałem się kolegi czy ma dla mnie obiecane wydruki. Odpowiedział mi, że ich nie ma i poszedł do szkolnego sklepiku. Nie usłyszałem od niego nawet słowa: „Przepraszam”. Na szczęście nie dostałem jedynki, gdyż miałem jeszcze NP (nie przygotowanie do lekcji). Zgłosiłem je, ale myśl o tym, że mogłem to sobie wydrukować samemu pozostała. Niby głupota, a jednak denerwuje. A wszystko przez to, że nie chciało mi się iść do MEDIA-MARKTU i kupić kartridża do drukarki.
Mógłbym wypisać tu jeszcze wiele przykładów, ale nie miałoby to większego sensu, gdyż wszystkie pokazują to samo. Z powyższych przykładów jasno wynika, że lepiej polegać na sobie, niż na innej osobie. Przekonałem się o tym wiele razy na własnej skórze i nikomu nie życzę takich niemiłych przeżyć. Takie rozczarowania są bardzo nie przyjemne, a w dodatku (w przypadku szkoły) skutkują złymi ocenami. Jedynym plusem tego wszystkiego jest fakt, iż po paru takich zajściach dochodzimy do wniosku, że lepiej „liczyć” na siebie.