Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
„Lalka” Bolesława Prusa jest jedną ze sztandarowych powieści polskiego pozytywizmu. Jej przesłanie wydaje się być w tej materii dość klarowne. Jedną ze scen, w której wyraźnie dostrzec można manifest tego ruchu myślowego była wyprawa głównego bohatera do Paryża. Wokulski, zachwycając się tym miastem, dostrzega niemalże tylko te elementy, które są zgodne z nurtem epoki postyczniowej.

Wokulski, jako typowy pozytywista, traktował pracę jako podstawowy element potrzebny do rozwoju. To właśnie widział w Paryżu. Jak sam mówi, Francuzi „nadzwyczajnie pracują, po szesnaście godzin na dobę, bez względu na niedzielę i święta”, a ich działania przypominają pracę „pszczół budujących regularne plastry, mrówek wznoszących ostrokrężne kopce albo związków chemicznych układających się w regularne kształty”. Ta zdolność całkowitego oddania się robocie wyjątkowo imponowała Stanisławowi, który zdawał sobie sprawę, że Polacy nie byliby w stanie działać aż tak sprawnie.

Pozytywistom nie była obca idea pracy organicznej – traktowania społeczeństwa jako organizmu, w którym wszystkie elementy (klasy społeczne) powinny działać najlepiej jak to tylko możliwe. Dostrzec można to również w opinii Wokulskiego który sam stwierdza, iż „chorowity zginie tu przed upływem roku, nieudolny w ciągu kilku lat a zostaną tylko najsilniejsi i najzdolniejsi”. To, cytując Stanisława „prawo doboru”, sprawia, iż wyżej wspomniany organizm społeczny nie tylko może przetrwać, lecz z każdym etapem wchodzi na wyższy poziom rozwoju.

Jednym z filarów pozytywizmu jest użyteczność – utylitaryzm. Również to jest przedmiotem zachwytu bohatera Lalki. Mówi on, że „Francuz, gdy coś wytwarza, dba naprzód o to, ażeby dzieło jego odpowiadało swojemu celowi”. Jednocześnie docenia on to, że nie „dom, sprzęt, naczynie jest nie tylko użyteczne, ale i piękne, i jeszcze nie kończąc się na tym troszczy się o jego trwałość i czystość”. Dostrzega, iż utylitaryzm nie jest celem samym w sobie, że nadrzędna wartością jest progres sam w sobie. Zwraca uwagę na to, że dla samej użyteczności nie zatracili oni zmysłu estetycznego, który również jest bardzo ważny w samorozwoju i zdobywaniu nowego doświadczenia.

Wśród innych haseł pozytywistycznych, których realizację dostrzegł on w Paryżu można wspomnieć o umiłowaniu logicznych, racjonalnych rozwiązań („Paryż, pomimo pozornego chaosu ma plan, ma logikę (…), posiada to, co można by nazwać kręgosłupem, osią krystalizacji miasta”) i korzystaniu z z najnowszych zdobyczy techniki (Wokulski mówi o „ostatnich rezultatach mechaniki i elektrotechniki” i „olbrzymich kołach hydraulicznych z Saint-Maur”, które można znaleźć w tym mieście).

Podsumowując – Wokulski zachwyca się Paryżem, traktuje go jako wzór, do którego powinno dążyć jego rodzime miasto, Warszawa. Traktuje on stolicę Francji jako swoistą „Mekkę” pozytywistów, esencję i materializację tego prądu myślowego, „czuł, że rozpierzchnięte dotychczas wiadomości i poglądy zbiegają się w pewną całość, w jakiś system filozoficzny, który tłumaczył mu wiele tajemnic świata i jego własnego bytu”. Mimo że jego ocena jest dość subiektywna, a przywołane przykłady mające być argumentami nie wydają się być w stu procentach prawdziwe, nie sposób nie przyznać, iż Paryż go fascynuje i wskazuje on to miasto jako dobry przykład kierunku rozwoju.