Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Pracę napisała Kamila P.
praca zaliczeniowa na przedmot cywilizacje Europy POLIT UZ

?Euroarabia?
fikcja czy przyszłość Unii Europejskiej?

Problematykę tzw. ?Euroarabii?, z niszowej mody quasi-intelektualnych rozgrywek, w główny nurt filozoficzno-politycznych rozważań politologicznych i debat ideowych przeku-ły zamachy terrorystyczne z jedenastego września 2001 roku. Ten barbarzyński akt, ostentacyjnie opłakiwany przez władzę i media od Alaski po Gibraltar, spłynął na nią ? jak się wkrótce miało okazać ? niczym błogosławieństwo. Po chwili komercyjnego lamentu i spektakularnego opłakiwania, dano zielone światło wszystkim ideologom białej rasy i chrześcijańskim fundamentalistom, którzy skutecznie rozpętali prawdziwą furię dzikiej ksenofobii i rasistowskiego amoku. Doskonałym tego przykładem jest właśnie dyskurs ?Euroarabii?.

Niuans definicyjny a ładunek propagandowy

Warto zacząć od pochylenia się nad znaczeniem terminu ?Euroarabia?. Samo jego utwo-rzenie jest bowiem jednym z najsprytniejszych zabiegów propagadnwo-dyskursywnych jakich opinia publiczna miała okazję doświadczyć na przestrzeni ostatnich dwóch wieków.

Samo słowo ?Euroarabia? jest ciekawym konstruktem złożonym z dwóch dość powszech-nie kojarzonych znaczeniowo elementów. Niemniej zbite razem tworzą one swoistą pust-kę semantyczną, która poprzez swoje nieco górnolotnie brzmienie pozwala na swobodne kształtowanie ideologicznego przekazu poprzez zastosowanie najprostszych technik dys-kursywnych oraz trików retoryczno-erystycznych.

To właśnie drugi człon ? ?Arabia? ? nadaje sformułowaniu temu wymiar patetyczny, któ-rego pierwotne skojarzenia zawsze owiane były pewną mitologią i baśniowością , związa-ną z jednej strony z europocentryczną konceptualizacją Orientu w zachodnioeuropejskiej kulturze intelektualnej ; z drugiej zaś z potocznym wyobrażeniem przeciętnego obywate-la Unii Europejskiej postrzegającego Bliski Wschód przez cokolwiek kontradyktoryjny pry-zmat ulicznego kiosku z kebabami i mentalnymi projekcjami kiczowatej ornamentyki, ciekawej muzyki i kultury pełnej tajemnic .

Wątek ?Euro? jest z kolei materią komunikacyjną tak często nadużywaną i tak codzienną, że jej wartość semantyczna jest trudna do określenia. ?Euro? może znaczyć praktycznie wszystko. Od standardu chusteczek higienicznych czy urzędowej definicji piżamy, po de-sygnaty polityczno-finansowe i tradycje kulturowe. Niemniej, jako najważniejszy jawi się aspekt nachalnej wręcz powszechności tej słownej cząstki w przestrzeni medialnej, pu-blicznej. Poprzez subtelne (nie znaczy umyślne) połączenie tych elementów otrzymujemy nic nie znaczący zlepek, którego znaczenie formułowane jest albo bezpośrednio u odbior-cy, który przetwarza je za pomocą stereotypów i skojarzeń mu najbliższych, albo pośred-nio ? w drodze propagandowej kontekstualizacji i retorycznych nadwyrężeń ukierunkowu-jących dyskurs. Dlatego właśnie ?Euroarabia?, podobnie jak na przykład ?Bałkany?, jest wdzięcznym instrumentem tworzącym publiczny poligon dla rozgrywania ideologicznych bojów .

Retrospektywa

Oczywiście, prowadzony przez rozmaitych europejskich i amerykańskich luminarzy nauki i dziennikarstwa propagandowo-ideologiczny dżihad ma swoją historię.

Feralny jedenasty września pozwolił jedynie na jakościowe przekształcenie niszowego, często krytykowanego dyskursu w jawną ofensywę wpieraną przez cały euroatlantycki establishment. Niemniej obecny myślenia zaznaczył się w sposób znaczący po raz pierw-szy już połowie lat siedemdziesiątych . Wówczas bliskowschodnie ekipy polityczne wycią-gnęły rękę po ropę naftową, która w przekonaniu rządzących w Waszyngtonie i Londynie powinna należeć wyłącznie do nich. Wtedy właśnie świat arabsko-muzułmański stał się obiektem nienawistnych ataków. W zachodniej przestrzeni publicznej zaczął systema-tycznie podminowywać pozycję sowieckiego imperium zła, by wkrótce zająć jego miej-sce .

Doskonałym tego przykładem jest sposób w jaki europejskie media głównego nurtu rela-cjonują walkę narodowowyzwoleńczą Palestyńczyków. Asymetria panująca w przedsta-wianiu okupowanych i ich izraelskich okupantów jest tak rażąca, że do niedawna zachod-nia opinia publiczna była w większości solidarna z tymi drugimi. Dopiero od kilkunastu lat sytuacja ulega zmianie. Wydarzenia z 11 września 2001 roku zadały tej przebijającej się pozytywnej tendencji ostateczny cios. Antyarabskie stereotypy, które nigdy tak naprawdę nie znikły z Zachodniej prasy, radia i telewizji stały się nagle elementem kanonu politycz-nej poprawnośc i.

Ideologia rasizmu czasów współczesnych

Symbolem pierwszego frontu ideologicznej ofensywy, siejącej w sercach i umysłach oby-wateli Unii Europejskiej (i nie tylko) niebezpieczeństwo ?Euroarabii? była oczywiście Oria-na Fallaci.

Przypomnijmy, że po wydarzeniach z 11 września 2001 Fallaci w kilku książkach zaata-kowała religię muzułmańską, Koran, społeczeństwa arabskie i arabskich imigrantów oraz ich kulturę. Wbrew temu co sugerują wiodący europejscy konserwatyści oraz część prasy głównego nurtu, kwestia religii nie odgrywa roli zasadniczej. Fallaci poszła znacznie dalej niż jest to przedstawiane. Wykreowała ona Arabów na diabolicznego ?innego?, zagrażają-cego ?naszej? tożsamości, ?naszym? domom i dzieciom. Sięgnęła do nieco tylko zmodyfi-kowanych haseł antysemickich, przypisując Arabom genetyczną skłonność do terroryzmu i przemocy, brak kultury i zdolności do demokracji, wrogość do wolności i kobiet, nie-zdolność do myślenia i racjonalnego działania. W ?Sile rozumu? nie zabrakło też wątków antyimigranckich, gdy autorka dostrzegła w imigrantach forpocztę islamskiej inwazji ma-jącej zalać Europę. W ten sposób wygrzebała ze śmietnika historii najróżniejsze rasi-stowskie fantazmaty, i wzywając do czynnej rozprawy z obcymi, autorka ożywiła trupa, który wydawał się pogrzebany po klęsce faszyzmu w II wojnie światowej. Jednym sło-wem Fallaci wyprodukowała paszkwil, którego nie powstydzili by się propagandziści NSDAP.

Radykalny atak dyskursywny nie jest oczywiście dziełem jednej osoby. Dziś normy zaczę-ły ustanawiać osoby pokroju Silvio Berlusconiego, Daniela Pipesa, Thomasa Friedmana, Alaina Finkielkrauta a w Polsce - Grzegorza Gaudena i Tomasza Lisa. Przedstawianie Ara-bów jako bezmyślnej i żądnej krwi tłuszczy stało się normą. Uczone debaty o arabskiej mentalności pojawiły się na ekranach telewizorów w całej Unii Europejskiej, a w prasie i na uniwersytetach rozliczne autorytety zastanawiały się nad islamską kulturą przemocy. O Arabach mówi się w sposób, który byłby absolutnie niedopuszczalny w stosunku do Żydów czy Afroamerykanów. Wyobraźmy sobie tylko jakie skojarzenia wywołała by dys-kusja o mentalności żydowskiej. Czy jednak mogło być inaczej skoro powszechnie i cał-kowicie bezkarnie utożsamiano mieszkańców Bliskiego Wschodu z terroryzmem a wy-znawaną przez większość z nich religię z nawoływaniem do świętej wojny i ciemiężeniem kobiet?

Wszystko to sprawia, że pytanie zawarte w tytule niniejszego opracowania wymaga kon-kretyzacji. Jak bowiem interpretować ?Euroarabię?? Możliwych jest kilka wariantów.

?Euroarabia? jako współfunkcjonowanie kultur

W obliczu opisanych wyżej okoliczności i nałożywszy ten schemat interpretacyjny, tytu-łowe pytanie staje się de facto pytaniem retorycznym.

Obecne warunki nie pozwalają bowiem na wykształcenie się mechanizmów umożliwiają-cych multikulturowe, pokojowe współistnienie . Dowodem na to nie jest wyłącznie klimat jaki wytworzyli prawicowi intelektualiści w Unii Europejskiej i endeccy playboye typu To-masz Lis czy Bartosz Węglarczyk w Polsce. Zawieszona w powietrzu rasistowska niena-wiść skierowana przeciwko Arabom (i nie tylko) materializuje się bowiem w UE nie od dziś. Pod płaszczykiem demagogicznej hipokryzji europejskich notabli wypowiadających się ze sztuczną troską o prawach człowieka, na muzułmanów i Arabów wylewane jest rasistowskie szambo. Przykłady ultra-prawicowych incydentów, przemocy skierowanej przeciwko tym społecznościom można mnożyć w nieskończoność. Wystarczy pobieżna lektura takich dokumentów jak raporty HateWatch, Human Rights Watch czy Inter Press Service; Guardian Special Raport czy obecne na wielu stronach internetowych ich pod-sumowania.

Zwłaszcza interesujące wydają się dane dotyczące Francji, Danii, Wielkiej Brytanii i Nie-miec, które obecnie wiodą prym w zakresie intensywnego zwalczania kultury muzułmań-sko-arabskiej. Wszystkie te kraje zresztą zamanifestowały to bardzo ostentacyjnie. W Danii opublikowano antyislamskie karykatury. Jest to metodyka propagandowa garściami czerpiąca z nazistowskiej spuścizny plastycznej, w której szydzono z żydowskiej kultury religijnej .

W RFN program ten realizuje się poprzez neo-nazistowskie gangi, które z regularnością szwajcarskiego zegarka dopuszczają się najbardziej brutalnych aktów przemocy politycz-nej i fizycznej (z morderstwami włącznie) wobec imigrantów tureckich, arabskich i kauka-skich. W samej Brandenburgii kilkanaście miast skrajnie prawicowe organizacje ogłosiły ?oczyszczonymi? po tym jak prawie zbrojnie przepędzono z nich przedstawicieli muzuł-mańskich mniejszości .

W Niemczech, podobnie jak we Francji imigranci należący do tego kręgu kulturowego są najbiedniejszą warstwą społeczną i zamieszkują najczęściej podmiejskie getta. Stąd też rewolta zbudowanej przeciw rasistowskiemu traktowaniu młodzieży we Francji szybko przeniosła się do Niemiec, gdzie desperacja sięgnęła podobnych rozmiarów . W Wielkiej Brytanii rasistowska histeria nasiliła się po atakach terrorystycznych, to samo zresztą stało się w Hiszpanii . W obu tych państwach, prym w kształtowaniu rasistowskiego dys-kursu wiodła konserwatywna prawica.

Wszystkie te patologie szybko przeniosły się także na polski grunt. Interesującym jest fakt, że cała polska prawica, nawet ta oficjalna (PiS, PO, LPR) doskonale wpisują się rasi-stowski dyskurs zainspirowany w europejskich mocarstwach. By się o tym przekonać wy-starczy poczytać wypowiedzi na forach internetowych tych partii i ich organizacji młodzie-żowych. Zresztą różnice pomiędzy opiniami tam wyrażonymi, a tymi ze stron organizacji neo-nazistowskich różnią się de facto formą. Jakość polityczna i ideologiczna jest w rze-czywistości taka sama.

Oględnie rzecz ujmując, w takich okolicznościach, ?Euroarabia? to urocza mrzonka rozto-piona w chmurze idealistycznego filozofowania. Tak długo jak Unia Europejska nie zechce zerwać z buzującym niej rasizmem nie może być mowy o współistnieniu i codziennym współżyciu Europejczyków i Arabów. W tym aspekcie zatem ?Euroarabia? jako przyszłość Unii Europejskiej jest fikcją.

?Euroarabia? jako struktura demograficzna

Inaczej jednak mają się sprawy jeśli termin ?Euroarabia? rozumieć tak, jak nakazują to europejscy ideologowie współczesnej rasistowskiej falangi. Rysują oni przed odbiorcami demoniczny obraz rzekomej muzułmańskiej nawały, która zalewa Stary Kontynent. Histe-ryczne wrzaski prawicy o groźnej wielodzietności arabskich rodzin przyrównać można jedynie do ? jakże przez nią krytykowanego ? trendu stalinowskiego, który w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w życie wcielił bułgarski dyktator Todor Żiwkow. Gdy ów biurokrata dostrzegł fakt, iż przeciętna turecka rodzina ma pięcioro potomstwa, zaś bułgarska dwoje wszczął on przymusową akcję zmiany imion Turków na bułgarsko brzmiące, co doprowadziło to państwo skraj wojny domowej. Dziś podobne sposoby roz-strzygania ?kwestii muzułmańskiej? postulują europejscy odpowiednicy Samuela Hunting-tona. Nie ma bowiem żadnej substancjalnej różnicy pomiędzy tzw. ?sugestiami ograni-czenia polityki imigracyjnej?, czy ?intensyfikacją procesów asymilacyjnych?, a bułgarskim ?procesem odrodzeniowym?.

?Każde kłamstwo zawiera w sobie plew prawdy? twierdził Lev Bronstein i problematyka ?Euroarabii? w pewnym sensie potwierdza jego racje. Oto bowiem jest faktem, iż za-mieszkałe w Europie rodziny pochodzenia arabskiego, afrykańskiego czy kaukaskiego mają najczęściej więcej dzieci niż rodziny etnicznych Europejczyków. Powody tego są bardzo różne ? i ekonomiczne, i kulturowe. Niemniej jest to stwierdzony statystycznie fakt .

W takich okolicznościach należy poważnie potraktować prognozy demograficzne, które sygnalizują, iż w obliczalnej przyszłości ? o ile trendy nie ulegną zmianie ? liczyć się nale-ży z ilościową dominacją etnosu arabskiego i kultury muzułmańskiej w Unii Europejskiej.

Trudno przewidzieć czy dominacja ta może nabrać charakteru jakościowego. Radykalny ilościowy przyrost danej populacji kulturowej może przecież stać się przesłanką do zupeł-nie innych zachowań społecznych . Prawdopodobieństwo uczynienia z państw tzw. sta-rego europejskiego zachodu muzułmańskich kalifatów wydaje się być wyjątkowo przesa-dzone, choć tezy takie ? lansowane dotychczas wyłącznie przez ludzi powszechnie uwa-żanych za szaleńców ? przebijają się do głównego nurtu. Wystarczy przywołać postać włoskiego neofaszysty Rocco Butiglione?iego i jego, godne stanowczego potępienia, enun-cjacje.

Fundamentalizm islamski może w imigranckich wspólnotach funkcjonować między innymi dzięki temu, że są one stosunkowo niewielkie, co stwarza im szansę na pozostawanie w dość hermetycznej autoizolacji . W sytuacji drastycznego przyrostu, pewne radykalne elementy spajające daną grupę społeczną ? zwłaszcza oparte na podstawach o charakte-rze metafizycznym ? muszą stracić wartość poważnego głosu w dyskusji. Zwłaszcza, że mają one najczęściej charakter defensywny.

W razie ewentualnej ilościowej dominacji ludności z obszarów kultury muzułmańskiej we Francji, czy w Niemczech, musiałoby dojść do dużego przełomu w strukturze społecznej, które miałby szanse spowodować załamanie propagandowych bon-motów współczesno-ści. Nie da się bowiem skutecznie dyskryminować przytłaczającej większości społeczeń-stwa w ramach modelu państwa liberalno-demokratycznego. Aby tego dokonać konieczne byłoby zaprowadzenie systemu opartego na wzorach południowoafrykańskiego aparthe-idu. Oczywiście nie jest to wykluczone, lecz wydaje się ? przynajmniej natenczas ? zde-cydowanie mało prawdopodobne. Ilość organizacji broniących praw człowieka, stowarzy-szeń imigranckich i działaczy antyrasistowskich/antyfaszystowskich jest olbrzymia, a po-ziom świadomości politycznej społeczeństw europejskiego zachodu wciąż stosunkowo wysoki .

Stwierdzić zatem należy, iż istnieje potencjalna możliwość radykalnych przekształceń etnicznych na Starym Kontynencie. Prawdopodobna jest perspektywa, iż we Francji, w przyszłości, dominował będzie etnos Maghrebu, a w Niemczech Anatolii. Kraje skandy-nawskie mogą zaś zostać zdominowane przez przedstawicieli społeczności muzułmań-skich regionu Indo-pakistańskiego. Nie wolno bowiem zapominać, że również oni trakto-wani są jako ?zagrożenie? i stanowią konstytutywny element antyislamskiej propagandy europejskiej .

Prawdopodobieństwa wystąpienia takiego zjawiska demograficznego w Unii Europejskiej podwyższy z pewnością przyjęcie doń w styczniu 2007 roku Rumunii i Bułgarii. Zwłaszcza Bułgaria wniesie do UE, niejako w posagu, ponad dwa miliony bułgarskich Turków, którzy identyfikują się z kulturą islamską i posługują się na co dzień językiem tureckim. Oba te kraje zaś sprezentują Unii również olbrzymią rzeszę Romów. Pewna ich część również wyznaje religię muzułmańską. Zarówno w Bułgarii jak i w Rumunii prowadzone są bada-nia statystyczno-demograficzne, które wskazują, iż w przyszłości etnos cygański będzie ilościowo dominował na ich terytoriach. Tak więc, tego typu perspektywa istnieje. Pytanie jednak komu może ona realnie zagrażać i kto upatruje w niej niebezpieczeństwa poza gromadą europejskich nazi-nostalgików, którym śni się emancypacja białej rasy i impe-rialne wyprawy w stylu irackiej krucjaty pod wodzą USA?

***

Problematyka ewentualnej ?euroarabskiej? przyszłości Unii Europejskiej jest zatem warta zgłębienia i naukowej analizy. Niemniej, nieodzowne jest zdjęcie z niej ideologicznej ma-ski, która ją demonizuje i mistyfikuje, a tym samym uniemożliwia rzetelną dyskusję.

Obecnie ?Euroarabia? jest niczym poza instrumentem nachalnej ideologicznej ofensywy europejskiej prawicy. Gdyby jednak udało się przełamać dominujący dyskurs, można po-kusić się o bardzo interesujące prognostyki oparte na naukowych, materialistycznych przesłankach. Wówczas zamiast obalać konserwatywno-rasistowskie science-fiction, mo-glibyśmy teoretyzować wokół możliwych trendów rozwoju nowego społeczeństwa.