Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
"Po pierwsze, konflikt między religią a nauką istniał zawsze. Po drugie, zarówno nauka, jak i religia nieustannie rozwijają się".

Słowa, od których rozpoczęłam, są jednocześnie jednymi z pierwszych, umieszczonych w pracy M. Sicińskiego, a należą one do teologa Alfreda N. Whitehead. Mogą pojawić się zdania, że nie powinnam powielać schematu i cytować początku pracy autora. Jednakże słowa te doskonale i w zaledwie w dwóch zdaniach opisują to, co M. Siciński zawarł w swej pracy (zapewne dlatego, iż polegała ona na rozbudowaniu owego cytatu).

W mogący zaintrygować czytelnika sposób, autor stwierdza, iż zmiany, jakie dokonują się w religii pod wpływem czynników zewnętrznych oraz ich opóźnienie w fazie w stosunku do tych czynników wyznaczają dynamikę konfliktu, czy jak to autor woli nazywać konfrontacji między nauka a religią. Jednakże nie ma sensu, abym przekazywała tu treść pracy M. Sicińskiego. Jeśli kogoś zainteresowała ta kwestia, odsyłam do oryginału.

W moim odczuciu autor pisał tę pracę w sposób niezwykle przemyślany. Można tak wnioskować choćby po sposobie, w jaki skonstruował swoje studium. Skupił się jedynie na zagadnieniach związanych bezpośrednio z kosmologią i teologią, nie odbiegał od głównej myśli, mimo że miał możliwość wprowadzenia swoistej dygresji, wplatając w temat "pomysłów skutecznie odmitologizowujących" problem związany z "pozytywnymi" naukami. M. Siciński jednakże ów problem jedynie zasygnalizował, zapowiadając jednocześnie, iż stanie się on tematem kolejnego studium.
Ponadto niemal na każdym kroku można zauważyć, jak waży słowa. Niejednokrotnie przestrzega przed nieprzemyślanym formułowaniem wniosków.

Uważam, że autor w doskonały sposób buduje zaufanie czytelnika do niego. Zaskarbia sobie jego sympatie przyznając się np. iż brak mu wiedzy, by pisać na temat demitologizacji kryjącej się w rozwoju teorii sieci neuronowych i sztucznej inteligencji. Wprost stwierdza, że nie czuję się dość kompetentny, by formułować sądy w tej dziedzinie. Niezwykle spodobało mi się to stwierdzenie, przede wszystkim ze względu na szczerość autora. Ponadto sądzę, że osiąga on ten efekt także dzięki pewności, z jaką wyraża swoją opinię na niektóre tematy. Czytelnik łatwo może odczuć, iż M. Siciński ma wyklarowane i konkretne zdanie, przez co, wierzy autorowi i temu, co on pisze.

Po przeczytaniu tej pracy mogę bez wątpienia stwierdzić, iż choć nie znałam tematu, autor potrafił mnie, jako czytelnika, nim zainteresować. Napisana jest ona przede wszystkim w sposób przystępny dla laika. I choć zawiera pewną ilość łacińskich sentencji, to można bez większego trudu zrozumieć sens zawierających je wypowiedzi.

Tekst M. Sicińskiego nie jest monotonny. Autor urozmaica go wieloma przykładami, które w moim odczuciu, nie tylko ułatwiają czytelnikowi zrozumienie podjętego tematu, ale także mogą go zainteresować. Mnie niezwykle zafascynował przykład Stevena W. Hawkinga, a właściwie kontrowersji do jakiej doszło między nim a papieżem Janem Pawłem II w 1981 r. w związku z międzynarodowym sympozjum interdyscyplinarnym w Castel Gandolfo, skupiającym znakomitości naukowe z kilku dziedzin przyrodniczych. Zaintrygował mnie ten przykład szczególnie dlatego, iż dotyczy najnowszej historii powszechnej, a ja nigdy dotąd o tej sytuacji nie słyszałam.

Moim zdaniem autor nadużywa wtrąceń (często będących wyjaśnieniem omawianej kwestii) w postaci wprowadzania długich fragmentów tekstu w nawiasach - niejednokrotnie umieszczał je w środku zdania, co wytrącało mnie, jako czytelnika z rytmu i powodowało zgubienie przeze mnie głównego wątku.

Z niepokojem i niepewnością podjęłam się próby zrecenzowania pracy M. Sicińskiego, gdyż zarówno kosmologia, jaki i teologia nigdy nie należały do dziedzin, którymi się interesowałam...a już tym bardziej zachodzące między nimi relacje. Jednakże doszłam do wniosku, że powinnam podejmować nowe, trudne wyzwania. I teraz z zadowoleniem mogę stwierdzić, że nie żałuję swojego wyboru, gdyż tekst, który przeczytałam mile mnie zaskoczył. Mimo wszystko polecam to studium tym, którzy interesują się wspomnianymi w tytule dziedzinami. Uważam ponadto, że niejako moim obowiązkiem jest uprzedzić potencjalnych czytelników, iż autor w konfrontacji między religią i nauką, której ta praca w sporej części dotyczy, nie jest obiektywny i opowiada się po jednej ze stron. Nie zdradzę jednak, po której.